piątek, 21 października 2016

Torebki na robótki druciane - knitting bag

Nie wiem, czy jest jakaś bardziej sensowna nazwa na to, co w głównej mierze teraz szyję, więc niech tytuł zostanie taki, jak napisałam.
Bo szyję, szyję, szyję. I trochę dziergam. A obie rzeczy łączy to, co chcę Wam dzisiaj zaprezentować :-)
No i oczywiście sprawdza się przysłowie, że szewc bez butów chodzi ;-) Chociaż torebek uszyłam już kilka, to żadna nie jest moja.
A teraz wracam do  dziergania :-)
Pozdrawiam późnowieczornie.


czwartek, 8 września 2016

Kosmetyczki dwie

Zostałam poproszona o uszycie dwóch "pudełkowych" kosmetyczek. Poniżej możecie zobaczyć efekty moich poczynań. Jako pierwsza postała kosmetyczka w odcieniach różu i fioletu. Do jej wzmocnienia użyłam owaty. Kosmetyczka jest miękka, owata niezbyt ją usztywniła. Przy szyciu drugiej wykorzystałam sztywnik krawiecki, i tu już efekt usztywnienia jest zadowalający.
Kosmetyczki są już u nowej Właścicielki, która z mojej pracy jest zadowolona.
Zapraszam do oglądania zdjęć.





wtorek, 6 września 2016

Zawsze coś...

...się tworzy. Cisza na blogu, nie oznacza wcale, że w temacie robótkowym też trwa cisza. Wręcz przeciwnie - zawsze coś się tworzy. Nawet na urlopie (ach, kiedy to było??) w przepięknej Chorwacji powstało kilka rządków kolejnej mochili bag. Ale dzisiaj będzie szyciowo. Jakiś czas temu uszyłam spodenki dla malucha - w rozmiarze 86. Uszyte z niezbyt grubej dzianiny typu pętelka. Spodenki są dostępne, jeżeli komuś się spodobają, zapraszam na priv.




Mam sporo zaległych prac, które postaram się sukcesywnie pokazywać na blogu.
Do napisania :-)

niedziela, 17 lipca 2016

W stylu mochilla bag

Ostatnio dziewiarsko/ szydełkowy świat opanowała mania robienia toreb, wzorowanych na oryginalnych kolumbijskich mochilla bag. Ja też nie oparłam się tej modzie ;-) Pierwsza torba powstała, kiedy znajoma na FB wrzuciła mi namiary na schemat i grupę dziewczyn, które takie prace tworzą. Oczywiście, musiałam spróbować. Metodą prób i błędów, wspierając się filmikami na YT i radami grupowiczek  dochodziłam, jak szydełkować takie torby. Niebieska, moja pierwsza, jak się dobrze przypatrzeć, to taki poligon doświadczalny - są tam zastosowane trzy sposoby przerabiania oczek. Torba nie wyszła zbyt duża, robiłam ją z bawełny, którą miałam w domu, bo nie wiedziałam, czy załapię bakcyla i nie chciałam inwestować w kolejne włóczki. No tak, bakcyl połknięty, właśnie złożyłam zamówienie na kolejne motki.
Druga torba szybko znalazła nową Właścicielkę,  kiedy na swoim profilu fejsbukowym pokazałam zdjęcia spodu torby. Mam nadzieję, że zachwyt nad moją pracą będzie równie wielki, kiedy Właścicielka zobaczy torbę na własne oczy, a nie tylko na ekranie monitora.
Czym się różnią moje torby od oryginalnych? Przede wszystkim paskami - moje są zrobione szydełkiem, węższe, w dodatku w drugiej  zrobiłam regulowany pasek (strzał w dziesiątkę jak dla mnie). W oryginalnych torbach paski są plecione z ukręconych uprzednio sznurków. Poza tym moje worki wzbogaciłam o podszewki. Podsumowując - właśnie kończę spód do trzeciej mochilla bag ;-)

Do wykonania użyłam bawełny Catania. Robiłam przymiarki do akrylowych włóczek, do jeansu Yarn Art, ale moje subiektywne zdanie jest takie, że najlepsza jest jednak merceryzowana bawełna.

Wiele cennych wskazówek nt. techniki wykonywania tych toreb znajdziecie na blogu proste jak drut .

A teraz zarzucę Was zdjęciami.







Wzory do wykonani spodów zaczerpnęłam z instagrama, niebieska to moja twórczość własna, a kolorowa jest inspirowana zdjęciem całej torby, też oczywiście znalezionym na instagramie.

Pozdrawiam i do następnego wpisu.

niedziela, 26 czerwca 2016

Tapestry crochet

Dzisiaj będzie z innej "beczki robótkowej" :-)
Szydełko nie jest moją najmocniejszą stroną, ale czasami zdarza mi się nim "pomachać". Pewnego dnia znajoma wkleiła mi na FB zdjęcia toreb/worków wykonanych szydełkiem, czyli mochila bag. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała. Tym sposobem od jakiegoś czasu cieszę się nową torebką. Skończyłam swoją, zaczęłam robić drugi worek, chwaląc się tym oczywiście na FB ;-) I wówczas odezwała się do mnie druga znajoma, z pytaniem, czy nie podjęłabym się wykonania małej torebki dla jaj córki, z motywem postaci z ulubionej gry. Efekty wyzwania możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Koniec końców wyszła torebka o wymiarach 18 cm x 18 cm. Ma wszytą podszewkę , regulowany pasek z taśmy, jest zapinana na suwak. Z informacji, którą uzyskałam od znajomej - córka była zakoczona i ucieszona prezentem. 
Torebkę wykonałam włóczkami Catania (kolor czarny i niebieski, 100% bawełna) oraz Yeans (biała, 50 % bawełna 50% akryl). 
Schemat rozrysowałam sama. Torebka wykonana jest techniką tapestry crochet.
Motyw przewodni znajduje się na przodzie i tyle torebki.
Zdjęć sporo, choć nie powalają jakością.






Pozdrawiam gorąco.

piątek, 24 czerwca 2016

Pozostając w temacie szycia

Przede wszystkim dziękuję za miłe słowa pod poprzednim postem, cieszy mnie, że jeszcze ktoś tu zagląda :-)
Wracając do tytułu postu...
Prawdę mówiąc, nie pamiętam dokładnie, kiedy zaczęłam szyć poniższą pracę - czy to było rok temu, czy dwa lata. Uszyłam wtedy pół topu (czyli góry patchworku), a później odłożyłam w kąt. Kiedy w maju Młodsza skręciła sobie nogę tak, że przez 3 tygodnie kiblowałyśmy w domu, stwierdziłam, że wezmę byka za rogi, czyli skończę patchwork. Skończyłam ciut później niż w maju, a zdjęcia jako takie robiłam dzisiaj. Nieważne. Ważne że jest. I nawet jestem z niego zadowolona :-)
Kiedy zaczynałam szyć, moje założenie było takie, że wykorzystam skrawki, kawałki materiału, które mam w domu, nie kupię ani cm nowego do tego projektu. Udało się. natomiast konkluzja jest taka, że ścinki generują ... ścinki, i tylko trochę "szmat" mi ubyło ;-) Dobra, koniec gadania :-), czas pokazać zdjęcia

Wierzch narzuty


 A może to jest wierzch? ;-)

Szczegóły


Lamówka


Przez zupełny przypadek uszyta przeze mnie narzuta wpisuje się w tematykę (kolorystykę ;-) ) konkursu zorganizowanego (już po raz drugi) przez Gosię Pawłowską z bloga Quilts My Way  Dlatego też zgłaszam moją pracę do drugiej edycji Hello Sunshine .

Oraz przyłączam się do akcji "Uwolnij tkaniny" w Zapomnianej Pracowni

środa, 22 czerwca 2016

Odkurzanie...

bloga po raz kolejny. Jak widać, systematyczność w prowadzeniu nie jest moją domeną. Ci z Was, którzy być może obserwują mój profil na FB zauważyli, że w czasie, kiedy mnie tu nie było, coś tam jednak się tworzyło. Postaram się sukcesywnie pokazać wytwory rąk moich.
 Dzisiaj chcę Wam pokazać w sumie najświeższe rzeczy, które powstały w pracowni. Tak, tak, w końcu zebrałam się, żeby cały sprzęt szyjący + materiały wywieźć do biura, które teraz funkcjonuje jako geodezyjno-krawieckie ;-). Powstały dwie małe poszewki na poduszki, nic specjalnego, poza tym, że do ich uszycia wykorzystałam minky. To moje pierwsze podejście do tego materiału. I chociaż to sztuczność, to przyznam szczerze, że baaardzo miła w dotyku. Na spód poduszek może być :-) Obydwie powłoczki są zapinanena kryty suwak. Jako pierwsza powstała ta. Sprzedała się "pniu"




Ta była druga. Uszyta na zamówienie.


To, wbrew pozorom, jest ten sam materiał na spodzie. Na pewno powstaną kolejne powłoczki z wykorzystaniem minky. Góra powłoczek to amerykańska bawełna, której jakość i design niestety bije na głowę polskie wzornictwo,

Pozdrawiam wieczornie i do kolejnego wpisu.

niedziela, 7 lutego 2016

Entrelac po raz nie wiem który ;-)

Chyba muszę odpocząć od tej techniki ;-)
Ale zanim to zrobię pokażę Wam chustę, którą ostatnio zrobiłam. Już napisałam na FB,. że to moja zdecydowana faworytka z tych, które do tej pory zrobiłam. Wpływ mają na to kolorystyka chusty oraz włóczka - czyli Lang Yarn Jawoll Magic Degrade. I chociaż miałam czarne ręce w trakcie roboty (pierwszy raz włóczka mi tak farbowała), to zdania nie zmienię. Po skończeniu robótki potraktowałam wyrób kąpielą octową ;-), później eucalanową ;-). Chusta jest przyjemnie miła w dotyku, chociaż baaaaaardzo minimalnie ją "czuć" ale to czucie jest akceptowalne nawet dla takiego wrażliwca jak ja, jeżeli chodzi o "gryzienie" włóczki.
Oto bohaterka dzisiejszego wpisu ;-) :



Miłej niedzieli dla Was.

piątek, 5 lutego 2016

Czapki. Znowu ;-)

Tak naprawdę pora roku zobowiązuje ;-), chociaż za oknem aura bardziej wiosenna niż zimowa. Ale zaistniała konieczność wykonania czapki entrelacowej, która to na krótką chwilę oderwała mnie od dziergania swetra. No dobrze, na więcej niż krótką chwilę - jeżeli nie zaufa się własnej intuicji, to prucie trzeba zaliczyć.




  Druga czapka natomiast powstała dawno temu, jako test testu ;-) dla Justyny Lorkowskiej Lete. jest to wzór twelve-cables. Coś mi w tej czapce nie pasowało, ale spruć było szkoda, i tak przerzucałam ją z miejsca na miejsce. Ostatnio Młodsza Córa zobaczyła czapkę i powiedziała, że będzie ją nosić, jak doszyję do czapy pompon. I to nadało charakteru czapie, a Młoda, nieskromnie powiem fajnie w tych "kabelkach" wygląda. Zresztą obie moje córy ładnie w czapkach wyglądają, w przeciwieństwie do mnie ;-). "Sesja" wykonana wieczorową porą, więc przepraszam za marną jakość zdjęć.


                                                
                                                

Miłego dnia :-)

niedziela, 31 stycznia 2016

Włóczkowy recykling.

Witajcie.
Dzisiaj nie będę prezentować swoich prac, choć mam spore w tym zaległości, ale post będzie jak najbardziej robótkowy :-) Nowa szafa w przedpokoju zmusiła mnie do przejrzenia zasobów włóczkowych, uporządkowania ich, a siłą rozpędu sprułam robótkę, nieudaną trochę, której nawet nie uwieczniłam zdjęciami. Pewnie każda z Was, dziergających, ma swój sposób na przywrócenie "drugiego życia" sprutej włóczce, poniżej na zdjęciach będziecie mogły zobaczyć, jak ja to robię. Sam proces trochę czasu zajmuje, ale moim zdaniem warto się potrudzić. Uwaga, będzie dużo zdjęć ;-)
Najpierw trzeba spruć to, co jest do sprucia ;-)


Później przygotować sobie stanowisko pracy. W większym garze cały czas gotuje się woda. Drewniana łopatka położona pod przykrywką powoduje, że włóczka w miarę swobodnie przesuwa się nad parującą wodą. Trzeba pamiętać jednak o tym, żeby później ściągnąć włóczkowe kłaki z łopatki ;-)

Tu już włóczka "przepuszczona" nad parą wodną. Zostawiam ją na jakiś czas w miskach, żeby odparowała.


Później wystarczy zwinąć włóczkę w zgrabne motki
 pilnując jednocześnie, żeby kot do miski z włoczką nie wskoczył ;-)

i możemy się od nowa cieszyć włóczką, i dziergać z niej nowe projekty.

Na końcową "sesję" nie załapał się motek białej arwetty ficolany.

Ps. Przepraszam za marną jakość zdjęć - wykonywane były komórką i późnym wieczorem.

Mam jeszcze dwa swetry do sprucia ;-)...

A Wy jakie macie sposoby na nadanie włóczkom drugiego życia?


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Czapki dwie. I otulacz.

Witajcie w Nowym Roku :-)

Tak, wiem, ależ mam poślizg, wszak stycznia już połowa za nami.
Za oknem w końcu prawdziwa zima, to i prezentuję dziś dwie małe robótki, jakże przydatne w związku z zaokienną aurą.
Pierwsza z prezentowanych czap powstała jeszcze w grudniu, taka "choinka" przedświąteczna prawie wyszła ;-)




wzór: one-evening-hat-3 autorstwa Hani Maciejewskiej
włóczka - melanż akryli, jednak bardzo przyjemnych w obróbce
druty - nie pamiętam jakiego użyłam rozmiaru.

Wczoraj natomiast, w podróży do i z Torunia, powstała czapka, do bólu prosta, robiona "z głowy". Czapka powstała jako uzupełnienie do udzierganego wcześniej otulacza. Tutaj zmiksowałam włóczki alize baby wool oraz cotton merino dropsa. Komplet jest delikatnie miękki, ciepły, przyjazny dla osób, które nie lubią, kiedy włóczka "gryzie".




 wzór otulacza: monoshone-creek-cowl
druty KP 4.5 i 5.0 do czapki, 5.5 do otulacza.

Pozdrawiam i do zobaczenia.