środa, 5 września 2012

Tapicer na mnie nie zarobi i Szarotki

W jakim stanie miałam w domu krzesła - wstyd się przyznać. Po wizycie w zakładzie tapicerskim, gdzie jak usłyszałam ile by mnie wyniosła renowacja moich 4 krzeseł, o mało co z tego przysłowiowego krzesła nie spadłam ;-). Za cenę którą usłyszałam, można już kupić nowe krzesła. Zrobiłam więc rundę po sklepach meblowych, ale nic mojej szacownej nie było w stanie dogodzić. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi, zaopatrzyłam się u tapicera w nową gąbkę, zasłonki z lumpeksu, zszywacz tapicerski w leroy merlin i oto są:
krzesła jak nowe ;-). Wiem, jakie są niedociągnięcia, tapicerując je kolejnym razem postaram się uniknąć błędów które popełniłam. Że za niedługo czeka mnie wymiana materiału - zdaję sobie sprawę, bo temu jasnemu mając na stanie dwójkę dzieci i dwa koty nie wróżę długiego żywota :-)

Test przydatności do użycia zaliczony ;-)

Tu przepraszam za "tło", ale chciałam Wam pokazać jak było (wstyd) i jak jest obecnie.

A kiedy już się narobiłam jak dziki zwierz, postanowiłam sobie odpocząć w przemiłym towarzystwie.
Patronką wrześniowego Szarotkowa była dynia, którą przyniosła Gospodyni naszych spotkań.

A na spotkaniu oprócz pogaduszek, nie tylko na tematy drutowe, można było popodziwiać




pomiziać

i znów pozachwycać się


A teraz odliczam czas do następnego spotkania.

5 komentarzy:

  1. wow, ale się napracowałaś, szczerze - to patrząc na krzesło w nowej szacie powiedziałabym, że zrobił to profesjonalista:)super

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję zdolności tapicerskich! Krzesła po renowacji prezentują się pierwsza klasa!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super.ja mam w planie tez taka renowacje.oparcia kleilas czy jak?

    OdpowiedzUsuń